Pijąc gwiazdy

Pijąc gwiazdy - Naszewinnice

0
6152
f3051eb70b962b646ad926757115bce0
f3051eb70b962b646ad926757115bce0

Sylwestrowa zabawa kończąca tradycyjnie każdy rok, nie możne być uznana za udaną jeśli zabraknie na niej kluczowych a właściwych dla tej nocy, elementów – filmu Miś w TVP, fajerwerków na niebie i otwieranej z hukiem butelki musującego wina, w nadprzyrodzony sposób stającej się zawsze w tych wyjątkowych okolicznościach „szampanem” niezależnie od jego faktycznej proweniencji (tu więcej na temat tego fascynującego zjawiska).
Ten wyjątkowy rodzaj wina, w utartej już tradycji towarzyszy nam w świętowaniu nie tylko końca roku ale każdej doniosłej a wartej szlachetnych bąbelków, chwili. W ten ostatni dzień starego kalendarza, raz jeszcze przyjrzyjmy się historii szampańskich uniesień.

HISTORIA BĄBELKÓW W WINIE

Okrzykiem „piję gwiazdy!” miał uczcić swoje odkrycie, legendarny ojciec najbardziej znanego wina musującego na świecie. To właśnie benedyktyński mnich – Dom Pierre Pérignon, uważany jest w powszechnym mniemaniu  (choć niezbyt słusznie) za twórcę Szampana (równie błędnie uważanego niekiedy za pierwszego musiaka). W świecie mitów i legend, którymi obrósł szampan jak mało które z win – prawdą jest, że w klasztornej piwnicy spędził Dom Pérignon większość swojego życia a jego imię po dziś dzień sławi jego osiągnięcia. Wbrew współczesnemu wizerunkowi tej ciekawej postaci, piwniczne zajęcia mnicha nie były jednak motywowane faustowskim pragnieniem stworzenia magicznych bąbelków w winie. Przed bachicznym oświeceniem (Bachus w łacińskim klasztorze?) te ostatnie, uznawane były za kłopotliwą wadę wina (którą oczywiście nadal stanowi wtórna a niezamierzona fermentacja win spokojnych).

Stając w szranki ze złośliwymi pęcherzykami gazu, które rozrywały wiosną piwniczne butelki (wówczas niedoskonałe i kruche w których przechowywano wino od ok. 1660 roku) rozpoczął on wytrwałe badania nad tajemnicami diabelskiego wina. Pierwotnie, prace swoje prowadził w celu ulepszenia produkowanego w Szampanii wina spokojnego. Trzeba tu przypomnieć, że wino pochodzące z tej legendarnej krainy, będące obecnie niemalże przedmiotem kultu, w czasach współczesnych naszemu mnichowi, było winem przednim lecz niknącym przy znacznie mocniejszych i bardziej treściwych winach z sąsiedniej Burgundii.

Cudowny wynalazek stanowiący przedmiot naszych dzisiejszych rozważań i sylwestrowej uciechy, powstał raczej przez przypadek (nie on jeden na świecie). Sam Dom Pérignon, miast walczyć ze wspomnianym już wrogiem, który skrycie lecz widowiskowo niszczył zapasy wina (podaje się, że w tej swoistej reakcji łańcuchowej kończyło życie nawet do 80% zapasów!) postanowił okiełznać tę piekielną siłę. Niewątpliwie odkrył, że lekkie i kwasowe wino z wysuniętej na północ Szampanii, smakuje znacznie lepiej w swej perlistej formie. Mógł więc śmiało skupić się nie na zwalczaniu wiosennego budziciela wina (drożdży jeszcze nie znano, więc samo zjawisko refermentacji było dla ówczesnych niepojęte) lecz doskonaleniu procesu wytwarzania wina musującego. Największymi chyba skarbami, które pozostawił nam po sobie sam Dom Pérignon, są więc dopracowana metoda jego wytwarzania polegająca na kontrolowanej, wtórnej fermentacji wina w butelce (zwanej dziś na świecie metodą tradycyjną – méthode traditionnelle, a w Szampanii metodą szampańską – méthode champenoise, ) oraz wyselekcjonowanie szczepów przeznaczonych do produkcji wina na terenie Szampanii i wprowadzenie zasad ich mieszania (do dziś szampana produkujemy  z trzech odmian winorośli chardonnay, pinot noir i pinot meunier). Wynalazcą wina musującego jako takiego, Dom Pérignon jednak nie jest.

Cały artykuł na paragrafwkieliszku.pl

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię