Nie ma czasu na egoizm

Nie ma czasu na egoizm - Naszewinnice

4
3952
91650abe72b74891ce17dffa3726f716
91650abe72b74891ce17dffa3726f716

O kondycji polskiego winiarstwa, problemach i porażkach winiarzy, koniecznych zmianach w podejściu do dynamicznie rozwijającej się branży gospodarki mówi Wojciech Bońkowski, red. nacz. Winicjatywy, organizator wykonawczy tegorocznego KPW.

W ramach VIII Konwentu Polskich Winiarzy prowadziłeś ciekawe seminarium: „mecz” Polska kontra reszta Europy. Wypadliśmy bardzo dobrze – 3:2 dla Polski. Dobierając pary win mogłeś świadomie starować wynikiem. Byłeś obiektywny?

To nie jest najważniejsze czy wynik był 3:2, czy 2:3. Tu chodzi o to by grać z najlepszymi i grać do końca, dać sobie szansę i przede wszystkim uwierzyć w siebie. Do porównania wybrałem najlepsze wina, jakie mogłem znaleźć z Europy. Nie było żadnej taryfy ulgowej, wręcz przeciwnie, postawiłem bardzo wysoko poprzeczkę. Tak samo jak robiąc podobną degustację rok temu skonfrontowałem m.in. wino Jonasza Arvaia, słynnego winiarza z Tokaju, z Jutrzenką Romana Myśliwca. I gra szła o remis. Tu nie chodziło o to by „mecz” sobie ustawiać tak, by go wygrać. Nie było przecież problemu by podać wina z Bułgarii czy z Mołdawii, a wówczas wygralibyśmy 5:0. Ale Polacy mają grać z najlepszymi, mają grać z mistrzami i wtedy będziemy coraz lepsi, a przecież o to chodzi w tej zabawie, w tym ćwiczeniu.

I jak widać co roku zbliżymy się coraz bardziej do tej najlepszej półki.

Zbliżamy się. Myślę jednak, że sprawa jest przede wszystkim mentalna. Uwierzmy w to, że jesteśmy blisko. Jak pokazało seminarium ludzie jednak nie wierzyli. Degustacja była w ciemno. Kiedy otwieraliśmy kolejne butelki widać było że ludzie wątpili w to, że lepsze wino to właśnie polskie. My Polacy, nie wierzymy w nasze możliwości i w tym tkwi problem . Mamy bardzo dużo polskich win, które nie pokazują się na Konwentach, których nie ma w sklepach, których producenci rezygnują. Nasze ograniczenia tkwią w sferze mentalnej, nie wiemy co mamy dobrego, nie potrafimy tego docenić, ani jako producenci, ani konsumenci. Nie mówię o tym całym anturażu ze strony ministerstwa, do którego dziś dość złośliwe się odnosiłem. Ale to są naprawę żałosne sprawy, że nie można nazwać Zweigelta Zweigeltem, Ronda Rodnem. To urąga zdrowemu rozsądkowi.

Odwracając sytuację są tacy winiarze, którzy nie prezentują swoich wybornych win, ale są i tacy, którzy chwalą się winami przeciętnymi. Czy to zagraża wizerunkowi polskiego wina?

A co w tym złego? Grają w tym meczu, starają się jak najlepiej. I nie sądzę by uważali, że robią najlepsze wino świata. I o to chodzi na Konwentach. Czasem wina przechodzą ostrą krytykę, bo panel degustacyjny specjalnie w bawełnę nie owija. A ja bardzo szanuję tę otwartość przemysłu winiarskiego, konfrontowanie się z innymi. To jest to czego w Polsce najbardziej brakuje. Usiąść, porozmawiać, wspólnie do czegoś dochodzić, praca w grupie. Konwent od początku taką ma rolę do spełnienia i jestem przekonany, że winiarze z tego czerpią korzyść. Wielu z nich wraca z lepszymi winami z roku na rok. Mam nadzieję, że Konwent jakąś swoją cegiełkę dokłada do tego, mimo, że jest imprezą, która odbywa się tylko raz w roku. Natomiast ja mam więcej szacunku do tych, którzy uczestniczą ze słabymi winami, niż do tych, którzy grają tylko na swoim podwórko, nawet z winami najlepszymi na wiecie.

Dlaczego?

Uważam bowiem, że trzeba się spotykać, trzeba się dzielić. W polskim winiarstwie nie ma teraz czasu na egoizm, jest moment na to by wszyscy się docierali. Konwent Polskich Winiarzy mógłby być o wiele poważniejszą imprezą, gdyby brali udział np. winiarze z Zielonej Góry, którzy mają zezwolenie na sprzedaż, a ich zabrakło. Od paru lat zauważalna jest tendencja, że niektóre regiony w Polsce wolą grać w swojej okręgówce. I nie dotyczy to tylko Zielonej Góry, bo wiemy że są też inne regiony, dla których to też są problemy. I czego osobiście bardzo żałuję, ponieważ nasza pozycja wobec władz, byłaby mocniejsza, gdyby wszyscy winiarze mówili jednym głosem, a jak na razie niestety nie ma co o tym zbytnio marzyć. I to jest bardzo smutna sytuacja.

Co twoim zdaniem zmieniło się w ostatnich latach w polskim winiarstwie?

W tym roku degustowaliśmy dużo mniej win, więc trudno jest wyciągać wnioski porównując do zeszłego roku, kiedy to próbowaliśmy ponad 100 win, co dało zapewne dużo lepszy obraz. W tym roku byliśmy bardziej selektywni. Wydaje mi się, że w tym roku w Konwencie uczestniczyli winiarze bardziej profesjonalnie nastawieni do produkcji, a poziom prezentowanych win był bardzo wysoki, być może najwyższy w historii konwentów. Poza tym jest zauważalna wyraźna tendencja zwyżkowa, jeżeli chodzi o jakość polskich win. Jest coraz więcej winnic, które robią coraz lepsze wina, lub utwierdzają się w robieniu dobrych win. Rocznik 2012 okazał się per saldo bardzo udany, mieliśmy dobre wina białe, ale jestem zbudowany czerwonymi winami. Konwent osiem lat temu a dzisiaj, to jest oczywiście inna historia, nie tyle jeśli chodzi o samą imprezę, bo my się spotykamy w tym samym gronie, można powiedzieć wręcz rodzinnym. Ale od dwóch lat otworzyliśmy się na publiczność. Mielimy bardzo dużą frekwencję, co kilka lat temu było nie do pomyślenia. To takie nasze polskie nastawienie, że my nie mamy się czym chwalić, że my nie będziemy się tu wychylać. W ciągu tych ośmiu lat nie tyle zmienił się Konwent, co z polskie winiarstwo i rynek wina w Polsce. Dziś mamy ogromną różnorodność win z całego świata, niższe ceny, ofensywa dyskontów. Mówie o tym ponieważ to jest kontekst, z którym polskim winiarzom również przychodzi się zmierzyć. I podejrzewam, że gdyby osiem lat temu przedstawili swoje wina po 30-40-50 zł, to wywołałoby to mniej sceptycyzmu niż dzisiaj. Dziś też ze strony szerokiej publiczności słyszeliśmy głosy, że to są wysokie ceny i że jakość tych win nie do końca te ceny uzasadnia. Przed nami jest jak widać sporo problemów, a dla mnie Konwent jest okazją żeby się zastanowić: kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co zamierzamy zrobić, czy mamy wizję , czy mamy plan. I co zrobimy razem aby było lepiej. Bo nie chodzi tylko o to, że dziś jest fajnie, że mamy coraz lepsze wina. Przed nami wiele wyzwań, związanych chociażby z biurokracją, a tu bezwzględnie winiarze muszą mówić jednym głosem. I żeby przedstawiać stanowisko naszego środowiska władzom w spójny sposób. Władzom, które nas ignorują, bo w tym roku nie odbyło się zapowiadane spotkanie z ministrem rolnictwa, co uważam za niefortunne wydarzenie, mimo iż o to wnioskowaliśmy. Ale to dowodzi tego, że jesteśmy słabi, że z nami się nie liczą, że nasze środowisko jest zbyt podzielone. Pora by się zjednoczyć i tutaj piłeczka jest po stronie winiarzy. Powinna powstać federacja polskich stowarzyszeń winiarskich. Osobiście chciałbym aby ta organizacja nazywała się Polskie Wino 2020 i aby miała plan mówiący o tym, do czego chcemy dojść. Teraz ogromny problemem są te niepotrzebne partykularyzmy. Jeden region chce grać tylko ze sobą, jeden winiarz jest „zbyt dobry” aby się porównywać z innymi, albo nie ma czasu. Tak nie może być. My jesteśmy na etapie raczkowania, embrionalnego rozwoju i w tym momencie wszystkie siły są potrzebne, wszystkie ręce na pokładzie. Jak będziemy mocni jak chociażby winiarstwo czeskie, to będziemy mogli mieć gwiazdorów, a na razie ta społeczna odpowiedzialność wymaga wspólnej pracy. Mówię bez ogródek o sprawach negatywnych, bo uważam, że mamy tutaj platformę do dyskusji również na te tematy. Nie jesteśmy w salonie masażu, że będziemy się wszyscy głaskać, tylko mówmy otwarcie jakie są problemy. Wady wina nadal istnieją, choć jest ich zdecydowanie mniej. Ale były na Konwencie i to ze znanych winnic. Jest szansa by sięgnąć po środki europejskie, bo jest nowa perspektywa budżetowa i tam są programy do tego przewidziane, ale pytanie: kto będzie się zgłaszał po te środki? Na pewno nie może to być jeden winiarz osobno, tylko grupa. Skoro Europa daje je właśnie nam, to dlaczego mamy po nie sięgnąć? Tu się nie ma nad czym zastanawiać. Wystarczy przejechać się do krajów o długiej tradycji winiarskiej, które tak samo jak Polska wychodziły z komunizmu, a przecież wszytko jest tam zbudowane za pieniądze z Europy. Tylko, że tam ktoś to skoordynował, bo mu się chciało po te pieniądze sięgnąć.

Tylko że tam winiarstwo to duża gałąź przemysłu…

Tak, ale my już mamy o co walczyć, mamy już te 700-800 ha winnic, mamy już blisko 100 producentów, którzy mogą zająć się tą produkcją na poważnie. I te wnioski powinny być złożone już dawno. Powinien być opracowany plan, bo przecież wszyscy wiedzieli że będzie nowa perspektywa budżetowa, i wszyscy wiedzieli, że Polsce się trafi ileś tam miliardów. Więcej czy mniej, ale wiadomo, że będą. I co my robimy? Które regiony winiarskie w Polce sięgnęły po nie w poprzednim rozdaniu budżetowym i z co z tego zrobiły? My wciąż jesteśmy nieśmiali, za słabi, nie mamy o czym rozmawiać … takie polskie podejście, które jest kompletnie bez sensu. Tracimy szansę. A przecież mieliśmy szanse wytyczyć szklaki turystyczne razem z infrastrukturą informacyjną i promocyjną. Już teraz ludzie, zamiast jeździć nad morze czy do Chorwacji, mogliby jeździć po polskich szlakach winiarskich. A u nas dwa lata temu przyjęta został ustawa winiarska, która była przecież formalnie konsultowane ze środowiskiem, i która jest skrajnie nieprzystosowana do potrzeb. W głowach ministerialnych urodziły się projekty, które są kompletne bez sensu. Są po pierwsze naznaczone brakiem kompetencji, przykładem czego jest certyfikacja, ale z drugiej strony do kogo należało powiedzenie że tak nie może być? Wiadomo, że winiarz nie ma kompetencji by tym się zajmować, ale dlaczego do tej pory nie ma jednego radcy prawnego polskiego winiarstwa?   Gdybyśmy byli Niemcami, a nie Polakami, to w trzech czy czterech polskich regionach winiarskich już pierwszego dnia byłby ustanowiona mecenas , który by nad wszystkim czuwał i reprezentował, bo tego wymagałaby systematyka i etyka pracy. A my jesteśmy zżarci różnym kwasami komunistycznymi, zaborczymi. historycznymi, jesteśmy bierni i roszczeniowi. Przecież kwestie takie jak rocznik winorośli i szczep, to są fundamentalne prawa producenta wina, a nie jakieś przywileje. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, gdzie na etykietach nie pojawia się szczep winorośli i rocznik. Co my chcemy pokazać światu? Że jesteś tacy oryginalni, że teraz wprowadziliśmy wyższy stopień biurokracji? To jest bez sensu i pytanie: po co i komu to służy? Niby te przepisy mają chronić konsumenta, ale przed czym? I tak te wina są zrobione z tego szczepu, z tego rocznika, czyli produkt jest ten sam. A konsument jest wręcz na straconej pozycji, bo nie otrzymuje informacji o cechach wina, które kryją się za rocznikiem i szczepem. Nie chcę komentować tych idiotyzmów. Sytuacja która trwa już kolejny rok, a środowisko winiarskie tylko lamentuje, jest smutnym papierkiem lakmusowym siły polskiego winiarstwa

Dziękuję za rozmowę.

Ewa Wawro

Artykuły powiązane:

Polskie wina coraz lepsze!

VIII Konwent Polskich Winiarzy za nami!

4 KOMENTARZE

  1. Ja muszę bardzo pochwalić konwent za to, że w tym roku mogli w nim uczestniczyć ludzie nie posiadający winnicy. Sądzę tak dlatego, że poziom wielu zaprezentowanych win był na tyle wysoki, że można już nimi zacząć walczyć o konsumenta – a konsument nie znajdzie się pomiędzy winiarzami. Kiermasz to za mało – jest fajną okazją do porozmawiania z producentem, ale ja widziałbym degustację wybranych 20 win z zebraniem informacji zwrotnej od ludzi w tej degustacji uczestniczących. Proste pytania, czy im smakowała, czy chcieliby takie wino kupić i ile by za nie byli skłonni zapłacić w sklepie, wiedząc, że jest polskie. Tego mi zabrakło trochę, bo jednak opinie ekspertów winnych nie do końca reprezentują opinie konsumentów. Nie wiem, czy styl chardonnay, który na panelu wzbudził taki zachwyt, odpowiadałby nabywcy tego wina – sądzę, że trochę za kwaśne i za ostre było, aby ludzie kupili je więcej niż jeden raz.

  2. Bardzo interesujace spostrzezenia i podsumowanie Konwentu. Polskim winiarzom žycze powodzenia … no i zapraszam do wspólpracy z winiarzami morawskimi – tu tez mozna znaleźć sporo inspiracji w malych rodzinnych winnicach.

  3. Bardzo mnie cieszy, że Wojciech Bońkowski mówi jak jest :D. Nie chciałbym się wypowiadać na temat podziałów w środowisku bo dobitnym przykładem była zmiana nazwy tego portalu na naszewinnce.pl ale prawda jest taka, że w jedności siła i jak pisał klasyk „ kupą Mości Panowie!”

  4. Hm, nic dodać nic ująć! Nie znam osobiście Wojciecha Bońkowskiego, ale wali prosto z mostu. Jeśli chodzi o wspomniane ministerstwo to pragnę zauważyć, że pewnie zajęte jest obroną tego byka, co to go niedobrzy Żydzi, wspólnie i w porozumieniu z polskimi Tatarami chcieli zaszlachtować w sposób jakiego nieszczęśnik by sobie nie życzył. A tak na poważnie. Z tego co mi wiadomo, miała powstać jakaś wspólna reprezentacja stowarzyszeń i co? Zastanawia też frekwencja na Konwencie. Czyżby winiarze zamiast nadal ładowć kasę w winnice myśleli o sianiu rzepaku? Zastanawiające. Wiem,że jednak są działacze winiarscy, którzy próbują coś w wiadomym temacie robić. Tylko czy starczy im cierpliwości i życia, aby doprowadzić obecny stan do normalności. Czego im serdecznie życzę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię