Profilaktyka jest najważniejsza

Profilaktyka jest najważniejsza - Naszewinnice

0
5732
a3193da9f744508278b55342b9cabd86
a3193da9f744508278b55342b9cabd86

Za jakiś czas może będziemy musieli nauczyć konsumentów, by przyzwyczaili się do innego smaku wina. Kosztem tego, że będziemy robić mniej zabiegów ochrony roślin, wino może będzie mniej smaczne, ale za to zdrowsze – przyznaje dr Janusz Mazurek, wybitny polski specjalista ochrony roślin.

Kilka miesięcy temu wreszcie coś w Polsce ruszyło, jeśli chodzi o dopuszczone do użytku środki ochrony winorośli. Jest lepiej?

Przede wszystkim udało nam się zarejestrować środki na szarą pleśń, których brak był piętą achillesową w winiarstwie, z uwagi na to, że od dłuższego czasu nie było żadnego dopuszczonego do użycia preparatu ochronnego, a ta choroba potrafiła być bardzo destrukcyjna. Udało się zarejestrować preparaty lecznicze, układowe na mączniaka rzekomego i mączniaka prawdziwego, natomiast – niestety – powypadało wiele preparatów profilaktycznych. W tej chwili mamy co prawda preparaty lecznicze, ale mamy też ograniczenia w stosowaniu pełnej profilaktyki. Tutaj znowu należy działać i postarać się o zarejestrowanie preparatów o charakterze profilaktycznym.

Czyli, że z jednej strony zarejestrowanie nowych preparatów jest plusem z drugiej minusem?

W pewnym sensie tak. W sytuacji kiedy praktycznie nie było dostępnych preparatów, to winiarze musieli sobie jakoś radzić. Nie mieli wyjścia i czasem stosowali środki niedozwolone w Polce (w innych krajach europejskich są dopuszczone – dop. red.), żeby być konkurencyjnym w stosunku np. do zachodu musieli to robić. W sytuacji, kiedy kilka z nich zostało zarejestrowane, to praktycznie wolno im jest stosować tylko te i żadne inne. Zarejestrowanych preparatów jest więcej, ale taka pula środków, nie daje jeszcze pełnej gwarancji ochrony winorośli przed chorobami. A ewentualne kontrole plantatorów, pod kątem stosowanych przez nich środków ochrony roślin, będą zdecydowanie bardziej rygorystyczne.

Podczas szkolenia, prowadzonego dla podkarpackich winiarzy, zwracał pan szczególną uwagę na profilaktykę. Wniosek był jeden: winiarz nie powinien czekać z zastosowaniem odpowiedniego preparatu ochronnego aż pojawią się pierwsze objawy choroby, tylko – analizując i zestawiając ze sobą kilka czynników mówiących o dużym prawdopodobieństwie wystąpienia danej choroby – powinien wcześniej zastosować opryski profilaktyczne.

To jest bardzo ważne i dotyczy nie tylko winorośli, ale większości upraw rolniczych czy ogrodniczych. Profilaktyka zdecydowanie tak, biorąc pod uwagę to, że w wielu przypadkach praktycznie nie widzimy pewnych faz rozwojowych chorób, które w danym momencie atakują winorośle. W tej sytuacji nie jesteśmy w stanie w każdym przypadku interweniować. Poza tym preparaty układowe, czyli lecznicze, też mają swoje pewne obostrzenia wynikające z wpływu temperatury, wilgotności i innych czynników, czyli mogą nie zadział prawidłowo. Dlatego cała ochrona powinna opierać się na ochronie profilaktycznej, jeżeli mówimy o ochronie przeciwko chorobom grzybowym. Natomiast preparaty interwencyjne stosujemy w pewnych specyficznych sytuacjach, kiedy nam profilaktyka nie wyszła, albo są inne uwarunkowania, które wymagają ich stosowania. Opieranie się wyłącznej na preparatach interwencyjnych, układowych, może być często zwodnicze.

Z tego co pan mówił wynikało, że opryski trzeba robić regularnie, a to oznacza, że częściej. Czy zwiększenie ich liczby nie zwiększy zawartości środków toksycznych w winie?

Biorąc pod uwagę procent spożycia wina, to zawartość szkodliwych substancji pochodzący ze środków ochrony roślin jest znikoma. Wiadomo, że wraz ze zwiększeniem spożycia wina w Polsce ten problem może być coraz większy, aczkolwiek tutaj bardziej wynikać będzie z faktu nieumiejętnego, nieścisłego stosowania dawek środków ochrony winorośli. Jeżeli mówimy o rynku winiarskim, to trzeba założyć, że w większości powierzchnie winnic w Poslce są małe, nie stosuje się standardowych opryskiwaczy, które na podstawie ciśnienia, prędkości jazdy i ilości wody, mogą bardzo precyzyjnie ustalać dawkę, od której w dużej mierze zależy później toksykologia. Na naszych winnicach dysponujemy raczej małymi opryskiwaczami, często ręcznymi, a w tej sytuacji pewne ryzyko pozostałości może być wyższe. Umiejętne stosowanie preparatów ochronnych wymaga przede wszystkim edukacji. Na małych powierzchniach operuje się głównie stężeniem cieczy roboczej. Wystarczy, że przy użyciu danego opryskiwacza będziemy nierównomiernie, miejscami krócej, miejscami dłużej, opryskiwać daną powierzchnię, to prawdopodobieństwo, że zastosowana dawka będzie za niska albo za wysoka, jest dużo większe, niż przy użyciu dużych opryskiwaczy polowych czy ogrodniczych.

Jeśli już popełnimy błąd, to co jest większym, użycie za małej czy za dużej dawki?

To też zależy od tego co chcemy uzyskać. W tej chwili prawo unijne umożliwia nam stosowanie dawek dzielonych, czyli mniejszych, ale częściej. To kwestia dużej wiedzy, jeżeli chodzi o sam proces stosowania poszczególnych środków. Jeżeli winiarze będą taką wiedzę posiadać, to będą stosować mniejsze dawki przy tej samej skuteczności. Od lat podkreślam, że edukacja jest najtańszą formą przekazywania dobrej i rzetelnej wiedzy i tego nie jesteśmy w stanie zastąpić niczym innym.

Czy konieczne ze względu na nasze zdrowie i troskę o środowisko, szukanie możliwości zminimalizowania dawek stosowanych środków ochrony winorośli, jest szansą na popularyzację odmian mieszańcowych, odporniejszych, a tym samym stopniowego odchodzenie od odmian vitis vinifera?

W tej chwili na świecie jest taka wyraźna tendencja – może czasem kontrowersyjna. Zakłada się, że aby ograniczyć liczbę oprysków, to po pierwsze należy stosować wcześniejsze zbiory chociażby z uwagi na to, że przy mniejszej zawartości cukru grzyby rozwijają się słabiej. Po drugie wzrasta zainteresowanie odmianami odporniejszymi. Biorąc pod uwagę te tendencje i zmiany klimatyczne, to wcale nie jest wykluczone, że za jakiś czas nie będziemy musieli nauczyć konsumentów, by przyzwyczaili się do innego smaku wina. Kosztem tego, że będziemy robić mniej zabiegów ochrony roślin, wino może będzie mniej smaczne, ale za to zdrowsze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Ewa Wawro

Artykuł powiązany:             Podkarpaccy winiarze stawiają na edukację

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wprowadź swój komentarz
Wprowadź swoje imię